Blog Neuroedukacji

O miłości własnej

Opublikowano 14 czerwiec 2019

W upalny czerwcowy poniedziałek, jadąc samochodem i słuchając radia Zet, doświadczyłam jednego z tych nagłych wglądów, jakie przydarzają się w najmniej spodziewanych momentach. Słyszę pierwsze takty I Was Born to Love You i głos Freddiego Mercury’ego. To jedna z tych piosenek, które zna się na pamięć, więc śpiewam razem z nim. I nagle jak grom z jasnego nieba pojawia się świadomość, o czym jest ta piosenka! Kogo naprawdę można szczerze kochać z każdym oddechem, pojedynczym uderzeniem serca, o kogo dbać każdego dnia swojego życia? Słyszę w mózgu kliknięcie i staje się dla mnie jasne, że te słowa nie mogą odnosić się do jakiejś innej osoby. One mówią o miłości do samego siebie! Tylko samego siebie można kochać w taki pełen oddania sposób.


Kochaj bliźniego swego jak siebie samego. To przykazanie wszyscy prawdopodobnie znamy, ale w jaki sposób je rozumiemy i odczuwamy? Wpaja się nam od dziecka, że powinniśmy być dobrzy, grzeczni, pokorni, uważni na innych i że nie powinniśmy ranić ich uczuć. A co z nami? Jeśli stawiamy siebie na pierwszym miejscu, to słyszymy, że jesteśmy egoistami. Boimy się kochać siebie, bo błędnie zakładamy, że taka intymna relacja ze sobą uczyni z nas sobków. I tak sobie żyjemy w cichej desperacji, doświadczając jednego z najbardziej bolesnych konfliktów pomiędzy ja i inni.


Na szczęście każdy konflikt można rozwiązać. Poszerz pole widzenia, popatrz poza i ponad konflikt. Wtedy ujrzysz coś, czego do tej pory nie widziałeś. Na początku warto wyjaśnić pewne nieporozumienie. Miłość do siebie, nazywana miłością egoistyczną, nie istnieje. Miłość i egoizm są zjawiskami sprzecznymi. Ego nie zna miłości, bo z zasady niczego nie daje, a tylko bierze. Przede wszystkim chce zrobić wrażenie i dostać coś w zamian. Cechami ego są: pożądliwość i chciwość, brak zadowolenia i niepokój. Ego jest powierzchowne, nie potrafi wniknąć głębiej i objąć naszej relacji do samych siebie. Nie umie stworzyć bezinteresownej, głębokiej więzi, w której można poczuć się bezpiecznie i odnaleźć spokój. Nie znajdziemy rozwiązania na poziomie ego, bo ono nie może wznieść się poza i ponad dualizm konfliktu.


Kolejne nieporozumienie wynika z przekonania, że powinniśmy kochać innych, nie kochając samych siebie. W bardziej drastycznej formie: że nie wolno nam kochać siebie, natomiast powinniśmy poświęcać siebie dla innych. Takie myślenie rodzi niezliczoną ilość problemów i może być przyczyną poważnego cierpienia. Kiedy tak myślimy, to wcześniej czy później zacznie nam się wydawać, że w związku dajemy więcej, niż dostajemy, a osoba, którą kochamy, nie odwzajemnia naszych uczuć w wystarczającym stopniu. Transakcyjne myślenie nie jest i nie może być podstawą miłości, którą tak pięknie w swoim Liście do Koryntian opisuje święty Paweł. Miłość rozumiana jako transakcja coś za coś i oparta na tezie, że mogę istnieć jedynie poprzez innych, jest pełna niepokoju, zazdrości, niecierpliwa i oceniająca, pozbawiona godności i szacunku.


Inni ludzie, bliscy i przyjaciele nie są po to, by spełniać Twoje potrzeby. Nie mogą Cię uszczęśliwić. Kiedy siebie nie lubisz lub, co gorsza, nienawidzisz, to Twoje życie jest mizerne, nawet jeśli masz wokół kochające osoby, wybitne osiągnięcia zawodowe na koncie i opływasz w dostatek materialny. Nie widzisz ani tego, co osiągnąłeś, ani ludzi, ani ich miłości. Jeśli siebie nie kochasz, to wcześniej czy później staniesz się rozdrażniony, kapryśny i niewdzięczny. Jak pięknie pisze Rumi: Jeśli nie czujesz zapachów, nie wejdziesz do ogrodu miłości. Potrzebujesz zdjąć zbroję ego i odpowiednio ćwiczyć swoje zmysły, by przyjąć i wchłonąć miłość świata w siebie.


Możesz kochać innych ludzi tylko wtedy, gdy prawdziwie kochasz siebie. Jak możesz obdarować kogoś czymś, czego nie masz? Jeśli nie kochasz w pełni i z oddaniem samego siebie, to nie będziesz potrafił uszanować życia, które dostałeś w darze, i pokochać prawdziwie innej istoty. Stąd, chociaż miłość jest naturalna i wieczna, przenika i spaja cały świat, to kochania musimy się wciąż na nowo uczyć. Jest to zdolność, która musi być stale rozwijana i doskonalona. Ta praktyka może czasami wydawać się dość dziwna i pełna paradoksów. Nie nauczymy się kochać siebie, jeśli nie poznamy bólu.


Dlatego nasze życie nie powinno być usłane różami. Czasami potrzebujemy znaleźć się na dnie rozpaczy, czasami nasze serce musi zostać złamane na pół, abyśmy znaleźli motywację do powrotu z manowców, po których błądziliśmy latami. Nie bójmy się kryzysów i problemów. To konieczne ćwiczenie, które może nas uczynić bardziej odpornymi psychicznie i pomóc nam przedostać się przez każde morze nienawiści, agresji i lęku z powrotem do domu.


Miłość do siebie ma także pragmatyczny wymiar w kontaktach ze światem. Jeśli jesteśmy dostrojeni do wysokich wibracji miłości, to łatwo wyczujemy fałszywe nuty u innych ludzi. Osoba kochająca siebie rozwija zdolność, jaką nazywam bullshit detektorem. Dzięki temu wie, czy w danej sprawie może komuś zaufać, czy nie. To sprawia, że podejmuje mądrzejsze decyzje i unika wplątywania się w sprawy i relacje, które w konsekwencji mogłyby okazać się toksyczne. Jeśli pozostaje w dobrej, pełnej miłości relacji ze sobą, to niczego jej nie brak, czuje się spełniona. Ponieważ nie musi nikogo zadowalać, to nie potrzebuje z zewnątrz emocjonalnych gratyfikacji, w związku z czym nie łapie się na lep przywiązania do osób, które w gruncie rzeczy nie życzą jej dobrze lub chcą nią manipulować.


Kiedy tak śpiewałam z Freddiem, to uzmysłowiłam sobie, że dobre, spełnione życie jest zawsze w zasięgu ręki, bez żadnych wstępnych warunków. Życie w łasce, błogości, dobrostanie to życie przeniknięte miłością do samego siebie. W każdym momencie, tu i teraz.


                                                 Dla Oli i Janka


Iza Rudzińska

Trener Neurolingwistycznego Programowania (NLP) z 25 letnim doświadczeniem w uczeniu i systemowym stosowaniu tej metody. Jako Master Health Coach specjalizuje się w pracy ze zdrowiem i dobrostanem.

czytaj więcej

Newsletter Neuroedukacji
Zapisz się po więcej